- Dlaczego ktoś taki jak On skończył na krzyżu?- pytał biskup Piotr Greger podczas liturgii Wielkiego Piątku w bielskiej katedrze św. Mikołaja.


W Wielki Piątek, liturgii na cześć Męki Pańskiej w katedrze św. Mikołaja w Bielsku-Białej przewodniczył biskup Piotr Greger. Przy ołtarzu stanęli także biskup senior Tadeusz Rakoczy oraz duszpasterze parafii katedralnej z proboszczem ks. Antoni Młoczkiem. Podczas liturgii opis Męki Pańskiej odśpiewali księża diakoni: Kamil Jurek, Krzysztof Adamski i Filip Magiera.

W homilii, biskup Piotr Greger zaprosił do rozważań: dlaczego ktoś taki jak Jezus skończył na krzyżu? Jaki był powód Jego śmierci i kto za nią ponosi odpowiedzialność.

- Wiara w Boga ukrzyżowanego nie jest dla nikogo prosta ani oczywista do przyjęcia. Łatwiej nam uwierzyć w Syna Bożego uciszającego burzę na jeziorze czy wyprowadzającego z grobu Łazarza niż w Jezusa umierającego na krzyżu jak złoczyńca - mówił biskup. - Łatwiej nam zaakceptować Boga triumfującego niż Tego, który - w ludzkich kategoriach myślenia - ponosi dotkliwą klęskę. Tę trudność wypowiadali w drwiący sposób patrzący na Ukrzyżowanego przechodzący obok ludzie, którzy przeklinali, potrząsali głowami i głośno krzyczeli: "Ej, Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, zejdź z krzyża i wybaw samego siebie!"  czy też nie mniej szydzący arcykapłani i uczeni w Piśmie: "Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Mesjasz, król Izraela, niechże teraz zejdzie z krzyża, żebyśmy zobaczyli i uwierzyli". Gdyby Jezus wtedy zszedł z krzyża - a mógł to uczynić bez żadnych problemów - wówczas objawiłby swoją potęgę i moc, która na pewno wielu powaliłaby na kolana. Jednakże wtedy zupełnie zmieniłby się cały sens odwiecznego planu zbawienia, mającego dokonać się właśnie przez krzyż. Bez wytrwania na krzyżu do końca, Jezus pozostawiłby wprawdzie po sobie orędzie o miłości Boga, która jednak nie okazałaby się w całej swojej pełni.

Biskup wyjaśnił, że biblijne opowiadania o męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, w porządku chronologicznym stanowią najstarszą część Ewangelii. - Sercem dobrej nowiny, którą uczniowie mieli do przekazania swoim następcom, była właśnie prawda o męce i zmartwychwstaniu Jezusa. Stąd bardzo dokładne, szczegółowe opisy tych wydarzeń - mówił bp Greger, zapraszając do skoncentrowania uwagi na jednym ze szczegółów opisu męki Pana Jezusa - że w czasie konania na krzyżu wpierw zanurzono gąbkę w naczyniu pełnym octu, a następnie nałożono ją na hizop i podano Jezusowi do ust: czy to była czynność mająca przynieść ulgę w cierpieniu czy też kolejna forma znęcania się nad skazańcem?

Ocet czyli sfermentowane wino, mieszane z wodą lub oliwą, było używane przez żołnierzy rzymskich jako napój. Mogło przynieść ulgę, a nawet odurzyć i uśmierzyć ból. Jezus odmówił picia octu, by do końca świadomie przyjąć na siebie to wszystko, co mu ludzie uczynili. - Ta odmowa ma także wymiar symboliczny, bowiem od picia wina i octu, według Księgi Liczb, powstrzymywali się ci, którzy składali ślub nazireatu, poświęcając się w sposób szczególny Panu Bogu - tłumaczył biskup. Z drugiej strony, podawanie octu do picia było także swoistą torturą.

- Cały ten opis jest świadectwem naocznego ucznia, który był, który widział, a jak widział, tak zapisał i potwierdził, że świadectwo jego jest prawdziwe. W Wielki Piątek, kiedy nie sprawuje się liturgii eucharystycznej, samo słowo, osoba Jezusa Chrystusa, wydarzenie Jego męki i śmierci są najważniejsze. W tym dniu zatapiamy się jeszcze mocniej niż zwykle w rozważaniu słowa Bożego i adoracji znaku krzyża. Wszystko jest podyktowane tym, byśmy przebudzili się z religijnego letargu, potrafili wyjść z obszaru psychologii i religijności tłumu, aby coraz bardziej stawać się uczniami Jezusa. Mamy być ludźmi zdolnymi i gotowymi do osobistego opowiedzenia się po Jego stronie, z pełną akceptację wymagań, jakie zawiera tajemnica Chrystusowej miłości objawionej poprzez mękę, cierpienie i śmierć na drzewie krzyża.

bielsko.gosc.pl

Częstograj

Polecamy muzykę

Żywieckie portrety

Katechezy w hałcnowskiej bazylice

Tutaj jesteśmy