Wiadomości

- Mamy problem w naszej polskiej pobożności, którą można nazwać maryjną i pasyjną. Brakuje w niej istotnego elementu naszej wiary chrześcijańskiej - wiary w zmartwychwstanie - mówił bp Roman Pindel podczas poświęcenia Drogi Światła w Cygańskim Lesie.

Taki niezwykły szlak na terenie diecezji bielsko-żywieckiej wybudowali już górale w Beskidzie Żywieckim - prowadzi ze Złatnej na Wielką Raczę. Wyznacza go czternaście dużych głazów. A każdy symbolizuje jedną ze stacji Drogi Światła - nabożeństwa, która zachęca do rozważania tajemnicy Zmartwychwstania Jezusa. Pokazuje czternaście spotkań Pana z Apostołami, uczniami, Marią Magdaleną - aż po Zesłanie Ducha Świętego.
 
 By pokonać górski szlak, trzeba niemałego wysiłku. W Bielsku-Białej powstał podobny szlak – dla każdego, niezależnie od formy fizycznej! Został wybudowany staraniem mieszkańców salwatoriańskiej parafii NMP Królowej Świata w Mikuszowicach Śląskich (Cygańskim Lesie) i ich proboszcz ks. Tadeusza Słoniny SDS.
 
Stacje Drogi Światła poświęcił biskup Roman Pindel w obecności proboszcza, prowincjała salwatorianów ks. Piotra Filasa, ks. Marka Studenskiego wikariusza generalnego diecezji, ks. Szymona Tracza, który służył merytoryczną pomocą w wybudowaniu Drogi Światła, a także księży dekanatu starobielskiego. Nie zabrakło parafian, którzy ufundowali poszczególne stacje.
 
Jak mówił w Cygańskim Lesie ks. Tadeusz Słonina SDS, Droga Światła powstała z inspiracji biskupa Romana Pindla.
 
- Przed rokiem kiedy ksiądz biskup przyjechał udzielić młodzieży sakramentu bierzmowania, zobaczył też stacje naszej Mikuszowickiej Gologty wokół kościoła - mówił ks. Słonina. - Przed figurą Chrystusa Zmartwychwstałego zapytał, kto sponsorował te stacje. Odpowiedziałem: parafianie. I gdyby było ich jeszcze dwadzieścia, to z pewnością byliby chętni. Ksiądz biskup odpowiedział, iż wystarczy czternaście... Znałem różańcowe tajemnice światła, ale o nabożeństwie Drogi Światła nie słyszałem. Ksiądz biskup mnie uspokoił, że nawet wielu doktorantów o nim nie wie. Dzięki tamtej rozmowie mamy w Bielsku-Białej stacje, pomagające przeżyć to nabożeństwo i odkrywać prawdę, że Jezus żyje!
 
- Mamy problem w naszej polskiej pobożności, którą można nazwać maryjną i pasyjną. Brakuje w niej istotnego elementu naszej wiary chrześcijańskiej – wiary w zmartwychwstanie - mówił bp Roman Pindel w dniu poświęcenia stacji Drogi Światła. - A od samego początku Kościół głosi mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa... Droga Światła, powstała w tej parafii jest pomocą w odkrywaniu tej najważniejszej prawdy wiary
 
Na zakończenie uroczystości bp Pindel wręczył podziękowanie parafiance Elżbiecie Wrzeszcz, która od 40 lat zajmuje się dekorowaniem kościoła i także ma swój udział w artystycznej wizji Drogi Światła.
 
Nagrody otrzymali także uczniowie, którzy uczestniczyli w konkursie wiedzy o słudze Bożym ks. Franciszku Jordanie - założycielu salwatorianów.
 
– Zielone tereny wokół kościoła, gdzie znajduje się nasza Droga Światła, to miejsce codziennych spacerów i odpoczynku rodziców i dziadków z małymi dziećmi. Mam nadzieję, że Droga Światła stanie się dla nich także okazją do modlitwy i refleksji - podkreśla ks Słonina.
 
W parafii można nabyć modlitewniki, pomagające odprawić to szczególne nabożeństwo.
 
bielsko.gosc.pl

Ministranckie zmagania lekkoatletyczne w Zabrzegu rozstrzygnięte. Puchary - rozdane. Walczyło o nie ponad 180 zawodników z parafii diecezji bielsko-żywieckiej.

Jak co roku najpierw spotkali się na Eucharystii w kościele św. Józefa w Zabrzegu, koncelebrowanej pod przewodnictwem diecezjalnego duszpasterza służby liturgicznej ks. dr. Sławomira Zawady. Później rywalizowali na stadionie, uczestnicząc w pięciu konkurencjach: biegu na 100 m, biegu na 1000 m, rzucie piłeczką palantową, pchnięciu kulą i skoku w dal.
 
- Cieszę się, że tylu zawodników zdecydowało się na start w tegorocznej edycji spartakiady - mówił ks. dr Zawada, przypominając ministrantom i lektorom, że to, co dzieje się na boisku z ich udziałem, jest ściśle związane z posługą, jaką podejmują przy ołtarzu. Dlatego rywalizacja musi być uczciwa, podejmowana w duchu radości, miłości i wspólnej zabawy.
 
Wśród ministrantów ze szkół podstawowych w biegu na 100 m zwyciężył Daniel Ceglarz z parafii w Grojcu. W skoku w dal najlepszy był Sebastian Rodecki (4,13 m) z parafii św. Urbana w Brzeszczach, a w rzucie piłeczką palantową zwyciężył Paweł Harmata z Rycerki Górnej (46 m). W biegu na 1000 m najlepszy był Paweł Wójcik z parafii św. Barbary w Czechowicach-Dziedzicach.
 
W gronie gimnazjalistów w biegu na 100 m najlepszy czas uzyskał Grzegorz Gromala z parafii Jezusa Chrystusa Odkupiciela w Czechowicach-Dziedzicach, a na 1000 m najszybciej pobiegł Bartosz Jarek z Miliardowic. W pchnięciu kulą zwyciężył Jakub Filapek z parafii w Zabrzegu (10,39 m), a w rzucie piłeczką palantową - Jerzy Drabiński z parafii NSPJ w Kętach (72 m). W skoku w dal zwycięzcą został reprezentant parafii w Zabrzegu Szymon Kuś (5,35 m).
 
Wśród uczniów szkół ponadgimnazjalnych w biegu na 100 m zwyciężył Kamil Gawlas z parafii w Zabrzegu, a w biegu na 1000 m - Dawid Żelazny z parafii św. Andrzeja Boboli w Czechowicach-Dziedzicach. W skoku w dal najlepszy był Marcin Wróbel (5,58 m) z parafii św. Urbana w Brzeszczach. Kulę najdalej - na odległość 11,28 m - pchnął Rafał Gryczka z parafii w Zabrzegu.
 
W klasyfikacji drużynowej miejsce pierwsze zajęła ekipa ministrancka gospodarzy czyli parafii św. Józefa w Zabrzegu.  Na drugim miejscu uplasowała się reprezentacja parafii Miłosierdzia Bożego w Ligocie-Miliardowicach, a trzecie zajęła reprezentacja parafii św. Andrzeja Boboli w Czechowicach-Dziedzicach. Tuż za podium znalazły się drużyny lekkoatletów z parafii w Wieprzu k. Andrychowa, parafii św. Barbary w Czechowicach-Dziedzicach i w Wieprzu k. Żywca.
 
Puchary biskupa Romana Pindla najlepszym drużynom 13. Spartakiady wręczyli: ks. Sławomir Zawada, ks. kan. Jacek Kobiałka i ks. Dawid Majdak. Do gratulacji dołączyli sędziowie i opiekunowie zawodników. - Myślę, że za zdobyte już po raz kolejny z rzędu pierwsze miejsce i puchar naszym ministrantom należy się nagroda. Będziemy rozmawiać na temat wspólnej wycieczki - zapowiadał ks. kan. Jacek Kobiałka, proboszcz parafii św. Józefa w Zabrzegu, dumny z osiągnięć zabrzeskich ministrantów.
 
- Serdeczne słowa wdzięczności należą się wszystkim nauczycielom wychowania fizycznego, którzy bezinteresownie poświęcili swój czas i pracowali jako sędziowie, prowadząc poszczególne konkurencje - mówił ks. Zawada.
 
- Bez nich przeprowadzenie takiej spartakiady nie byłoby możliwe. Jesteśmy też wdzięczni Zdzisławowi Grabskiemu i całej ekipie, która pomogła przygotować poczęstunek dla zawodników. Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli w organizacji tego przedsięwzięcia - dodawał ks. Dawid Majdak, który już kolejny rok koordynował przygotowania do spartakiady.
 
bielsko.gosc.pl

- Mamy już dwa rowery w klasztorze. Ten na pewno powędruje do jakiegoś dziecka, które o takim prezencie marzy - uśmiecha się s. Ines Domszy, która wygrała główną nagrodę podczas szkolno-parafialnego festynu dobroczynnego w Bielsku-Białej!

- Co niektórym trudno uwierzyć, ale tu naprawdę nic nie było ustawione, bo to wręcz niemożliwe - mówi s. Ines Domszy. - Cieszę się, że po losowaniu głównej nagrody, tyle osób miało radość z takiego przebiegu naszej zabawy. Wygrany rower na pewno przekażemy dziecku z parafii w Białej.
 
- My też niczego nie ustawialiśmy. Tak wyszło… - śmieją się księża z diecezjalnej reprezentacji, którzy wynikiem 8:3 wygrali z ojcami uczniów szkół. - A może nawet 9:3? Nie potrafiliśmy się tych bramek doliczyć. Ale duży ukłon w stronę ojców. Nie oddawali łatwo pola.
 
- Księża są już zgrani, nasi tatusiowie zagrali w takim składzie po raz pierwszy - usprawiedliwia wynik siostra dyrektor.
 
Tak naprawdę wynik nie był najważniejszy!
 
Rower - ufundowany przez sekretarza stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Stanisława Szweda, a także mecz Księża - Ojcowie, to zaledwie dwie z mnóstwa atrakcji, jakie przygotowali organizatorzy dobroczynnego szkolno-parafialnego festynu, który po raz piętnasty odbył się na terenie szkół prowadzonych przez Zgromadzenie Córek Bożej Miłości w Bielsku-Białej przy ul. Żywieckiej. Tym razem towarzyszyło mu hasło: „Wszyscy Polacy to jedna rodzina”.
 
Po raz pierwszy zabawę współorganizowały wspólnie - szkoła i parafia Opatrzności Bożej w Białej. Pomoc dla najuboższych dzieci tej wspólnoty była głównym celem zabawy. Udało się zebrać 13 tys. 136 zł! Cała kwota zostanie przeznaczona na sfinansowanie obiadów i letnie kolonie dla dzieci.
 
Tłumy!
 
W dniu festynu. przez tereny placówki - budynek szkoły, nowoczesne boisko sportowe i boisko rekreacyjne, a także otaczające je zielone skwery - przewinęły się prawdziwe tłumy! Zabawę uroczyście otworzyli s. Ines Domszy i ks. Krzysztof Rębisz, reprezentujący duszpasterzy parafii.
 
Rodzice, uczniowie, nauczyciele, absolwenci szkół i siostry przygotowali pyszne wypieki, sałatki, przetwory, gorące dania, napoje. Wspólnota „Miłość i Łaska Chrystusa” z ks. Sebastianem Ruckim - mnóstwo atrakcji dla najmłodszych i paczki dla trzystu biorących w nich udział dzieci. Na scenie swoimi talentami popisywali się gimnazjaliści, licealiści, dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 10.
 
Wśród zacnych gości zabawy byli - razem z ministrem Szwedem - Jacek Krywult prezydent miasta, radni miejscy i Grażyna Chorąży - przez Salwatoriańskiego Stowarzyszenia Hospicyjnego.
 
Całość - jak zwykle niezawodnie i z ogromnym poczuciem humoru! - poprowadzili wuefiści: Aleksander Trojak i Sławomir Błachut, tym razem wspomagani także przez Piotra Kądziołę z Wspólnoty „Miłość i Łaska Chrystusa”. Nie zabrakło atrakcji dla dzieci: tańców, zabaw i przejmującego spektaklu baniek mydlanych w wykonaniu Aleksandra Trojaka i jego córeczki Marysi.
 
Wielką frajdę sprawił wszystkim rodzinny wyścig - dziecko wskakiwało do ogromnej torby, a rodzice mieli z nią pokonać trasę slalomu. Na finał zabawę zgotowali wszystkim s. Ines ojcowie uczniów i wuefisci - siostra wskoczyła do torby, a panowie wykonali popisowy sprint między tyczkamI!
 
Polacy i chrześcijanie
 
- W czasie minionych kilku festynów zbieraliśmy pieniądze na budowę naszego wielofunkcyjnego boiska szkolnego. Boisko już mamy. Postanowiliśmy więc, że - także z racji Jubileuszowego Roku Miłosierdzia - tym razem zorganizujemy zabawę dobroczynną na rzecz dzieci - podkreśla s. Ines Domszy. - Nasza szkoła znajduje się na terenie parafii Opatrzności Bożej. Pan Jezus jest blisko nas - chcemy, żeby i nasze serce wyszło naprzeciw drugiemu człowiekowi. Bardzo nam zależy, żeby jeszcze bardziej zacieśniać nasze wzajemne relacje.
 
Jak tłumaczy siostra, temat festynu, to także nawiązanie do 1050. rocznicy Chrztu Polski. - Chcieliśmy podkreślić, że jesteśmy nie tylko Polakami, ale i chrześcijanami. Słowa hymnu festynowego, na znaną melodię napisał nasz polonista pan Piotr Seweryn.
 
Podczas festynu nie zabrakło zabawy związanej także i z tą rocznicą - Piotr Kądziołka poprowadził quiz, sprawdzający wiedzę historyczną uczestników.
 
- Teren domu i szkół naszych sąsiadek, sióstr Zgromadzenia Córek Bożej Miłości, to jedne z najpiękniejszych miejsc w naszej parafii. Bardzo się cieszymy, że festyn mogliśmy współorganizować razem: siostry, szkoła, nasi parafianie, nasze wspólnoty i my, księża - mówi ks. Krzysztof Rębisz. - To znakomicie buduje jedność w parafii.
 
Jak dodaje ks. Rębisz, parafia pomaga około 30-40 dzieciom w sfinansowaniu im obiadów w szkole. Wiele rodzin boryka się z problemami finansowymi, wiele dzieci potrzebuje też doraźnej pomocy - w zakupie podręczników, przyborów szkolnych czy nawet odzieży. Roczny koszt samych obiadów to kilka tysięcy złotych. Dzięki festynowi, część potrzebnych pieniędzy już jest zapewniona!
 
bielsko.gosc.pl

W Bielsku maszerowali. Bo każde życie jest cenne! Te słowa towarzyszyły im w czasie modlitwy w katedrze i na ulicach Bielska-Białej, którymi przeszedł trzeci Marsz dla Życia i Rodziny. Często wracali do nich uczestnicy rodzinnego festyny, który odbył się na zakończenie przy Bielskim Centrum Kultury.

- Idźmy z wiarą w tym Marszu dla Życia i Rodziny, zatytułowanym "Każde życie jest cenne". Bo to wiara daje nam motywację, by w taki sposób powiedzieć: Każde życie jest od Boga - każde jest bezcenne! - apelował bp Roman Pindel do uczestników tego marszu.
 
Ulicami przeszło ponad tysiąc osób, niosących transparenty i z hasłami promującymi wartość życia i rodziny. Swoje piopracie dla życia manifestowały osoby w różnym wieku. Było też wiele rodzin z małymi dziećmi. Dla najmłodszych organizatorzy marszu przygotowali baloniki, kolorowe wiatraczki, a także rozdawane w drodze figurki maleńkiego Jasia: dziecka rozwijającego się w łonie matki.
 
Dziękujemy za życie!
 
Odbywający się w Bielsku-Białej po raz trzeci Marsz dla Życia i Rodziny poprzedziła Eucharystia w katedrze św. Mikołaja, koncelebrowana pod przewodnictwem biskupa Romana Pindla m.in. przez proboszczów bielskich parafii, z dziekanem ks. prał. Krzysztofem Ryszką, a także przez diecezjalnego duszpasterza rodzin ks. Tomasza Gorczyńskiego oraz dyrektora diecezjalnej Caritas ks. Roberta Kasprowskiego. Wszystkich kapłanów i uczestników marszu powitał w katedrze proboszcz ks. prał. Zbigniew Powada.
 
- To z pewnością dobry wstęp do naszej modlitwy - mówili z uśmiechem uczestnicy marszu, gdy przy wejściu do katedry mijali się z nowożeńcami i uczestnikami zakończonej właśnie Mszy Świętej ślubnej.
 
Podczas Eucharystii w intencji rodzin i ochrony życia bp Pindel przytaczając losy małżonków, którym urodziło się dziecko z zespołem Downa, wskazywał na różne postawy, z jakimi przyjęte zostało to nowe życie w rodzinie, akceptowane i kochane przez matkę, ale odrzucone przez ojca, który nie mógł się pogodzić z taką realizacją swoich ojcowskich planów.  Jak podkreślał bp Pindel, żadne życie nie może być wartościowane w taki sposób, uzależniony od tego, czy odpowiada ludzkim planom, czy zaskakuje człowieka, czy odpowiada jego prestiżowi...
 
- Chcemy w tym marszu wyrazić, że naprawdę każde, nawet to życie, które nam trudno zaakceptować, jest bezcenne. Chcemy zamanifestować Ewangelię Życia, bo każdy człowiek ma życie od Boga. Życie człowieka ma wielką wartość w oczach Boga samego, który dał to życie. Nawet jeżeli jest bolesne dla otoczenia, a także dla niego samego. To życie jest bezcenne, nawet jeżeli trzeba kilkadziesiąt lat  czekać na rozwiązanie zagadki: dlaczego? Dlaczego muszę dobijać się o sens tego, co dzieje się w mojej rodzinie, tego, co mi się przytrafiło... - dodawał Bp Pindel.
 
W modlitwie, a także podczas marszu uczestniczyła m.in. grupa ubranych w historyczne stroje średniowiecznych wojów, z krzyżem opatrzonym datą 966 roku. - To oczywiście przypomnienie, że maszerujemy w tym roku także z wdzięcznością za jubileusz 1050. rocznicy chrztu Polski - tłumaczył ks. Tomasz Gorczyński.
 
Nie bójcie się dzieci!
 
W drodze maszerujący zatrzymali się na placu Chrobrego, gdzie wysłuchali świadectwa Małgorzaty Martyniak, mamy trojga dzieci, w tym 8-letniego Konstantego z zespołem Downa. Małgorzata Martyniak jest tez prezesem stowarzyszenia Wielkie Serce, skupiającego rodziny dzieci z zespołem Downa.
 
- Pan Bóg posługuje się tym, co słabe i odrzucone, by zmieniać nasze serca - mówiła, opowiadając, jak wiele dobra wniosło w życie jej rodziny pojawienie się najmłodszego synka Kostka. - Takie dzieci udowadniają nam, że można cieszyć się życiem i być szczęśliwym, nie będąc zdrowym. Mówią nam, że bogactwo nie jest najważniejsze, bo najważniejszy jest drugi człowiek i to, czy potrafimy go kochać. Tego nieustannie uczę się od swojego dziecka i dzieci z zespołem Downa, z którymi mam styczność. Są one niezwykle ewangeliczne, a ich mowa jest jasna: tak - tak, nie - nie. U nich nie ma żadnej ściemy...
 
Jak dodawała, wychowanie dziecka ma swoje oczywiście też wiele trudnych momentów, począwszy od żałoby, którą trzeba przeżyć na początku, gdy umierają marzenia o zdrowym dziecku, aż po codzienne zmagania, wysiłki związane z rehabilitacją i usprawnianiem dzieci.
 
- Żadne z moich dzieci nie potrafi tak oddawać miłości, jak ten najmłodszy syn. Chciałam powiedzieć, żebyście się nie bali przyjmować do swojego grona osoby, które funkcjonują może trochę inaczej niż my, ale są tak samo cenne jak inni. One otwierają świat na miłość - dodawała.
 
Na drugim przystanku, przed Książnicą Beskidzką, swoim świadectwem podzielili się rodzice, którzy zaadoptowali dwóch synów. Opowiedzieli o swoich nadziejach i obawach, które towarzyszyły im podczas decyzji o adopcji.
 
- Wszystko, co działo się podczas pierwszego roku życia naszego pierwszego synka Jasia, było spełnieniem tego, o czym przez pierwszych dziesięć lat naszego życia marzyliśmy - przyznawali małżonkowie.
 
- Gdy Jaś skończył 3 miesiące, zgłosiliśmy chęć przyjęcia jeszcze jednego dziecka. Na Stasia czekaliśmy ponad 3 lata, a przywieźliśmy go do domu w dniu moich urodzin. Pan Bóg znowu sprawił nam fantastyczny prezent. Poczuliśmy, że nareszcie jesteśmy prawdziwą rodziną, bo nasze dzieci mają oprócz nas także siebie nawzajem. Wspaniale był obserwować, jak wszyscy uczymy się tego bycia razem - wspominali, nie ukrywając, że jak w każdej rodzinie, przychodziły i trudne momenty, choroby dzieci, problemy.
 
- Minęło sporo czasu. Nasi chłopcy chodzą już do szkoły. Cieszymy się, kiedy się do nas przytulają, mówią, że nas kochają. Pewnie popełniamy wciąż sporo błędów wychowawczych, za mało w nas wdzięczności, ale nie wyobrażamy sobie naszego życia bez Jasia i Stasia. Ich obecność w naszej rodzinie nadała naszemu życiu sens - mówili.
 
Rodzinne świętowanie
 
W parku wokół Bielskiego Centrum Kultury, gdzie zakończył się marsz, czekały na rodziny rozmaite atrakcje, które pomogli przygotować m.in. wolontariusze Caritas. Na rodzinne świętowanie błogosławieństwa udzielił wszystkim uczestnikom marszu dziekan ks. prał. Krzysztof Ryszka, a do wspólnej zabawy zachęcała śpiewem rodzina bielskiego muzyka Piotra Mireckiego, który na scenie wystąpił z żoną Małgosią i dwoma synami.
 
Później pojawiły się dziecięce grupy zespołu "Włóczykije", a swój spektakl poetycko-muzyczny zaprezentowali uczniowie Zespołu Szkół im. ks. Józefa Tischnera z Ligoty.
 
Były zabawy dla dzieci, które w stroju Papy Smerfa poprowadził ks. Zygmunt Mizia, były smakołyki z grilla i słodkie wypieki, a także ćwiczenia w gaszeniu pożaru, które poprowadzili z najmłodszymi strażacy. Maltańczycy uczyli chętnych udzielania pierwszej pomocy, a wojowie - strzelania z łuku.
 
Dorośli mogli też złożyć podpisy pod petycją w obronie życia dzieci, skierowaną do parlamentarzystów, zapoznać się z propozycjami duszpasterstwa rodzin czy rodzicielstwa zastępczego.
 
Sporo radości i emocji towarzyszyło podsumowaniu prowadzonej przez Caritas akcji "Kilometry dobra". Na długich taśmach pieczołowicie przyklejone pięknie prezentowały się zebrane złotówki.
 
- Zebraliśmy ponad 210 metrów tych złotówek. To jest kwota ponad 7 tysięcy złotych, które przeznaczymy na dofinansowanie pomocy dla dzieci: na wakacyjny wypoczynek i rehabilitację - zapowiada ks. Robert Kasprowski.
 
bielsko.gosc.pl

 

Osadzeni otrzymali Ewangelię i świadectwo nadziei.
 
Ordynariusz bielsko-żywiecki Roman Pindel odwiedził areszt śledczy w Bielsku-Białej. Modlił się z osadzonymi w kaplicy. Podarował kilkadziesiąt egzemplarzy Ewangelii dla więźniów oraz Biblię do tutejszej biblioteki. Rozmawiał także z funkcjonariuszami służby więziennej.
 
Spotkanie, które w wyjątkowy sposób wpisuje się w obchody Jubileuszu Miłosierdzia, zorganizował kapelan aresztu ks. Tomasz Gorczyński. Jego zasadniczym celem była wspólna modlitwa w niewielkiej kaplicy, urządzonej kilka lat temu. Jest tutaj tabernakulum z Najświętszym Sakramentem a także obraz Jezusa Miłosiernego. Biskup zapoznał się także z warunkami pobytu osadzonych, odwiedził cele aresztantów, pomieszczenia spotkań z rodzinami w czasie widzeń oraz gabinet stomatologiczny.
Przekazując więźniom podręczne egzemplarze Nowego Testamentu bp Roman Pindel zwrócił uwagę na fakt, iż więzienie ściśle wiąże się z chrześcijaństwem:
− Chrystus został skazany przez dwie władze na więzienie i śmierć; Ewangelia w pierwszych dziesiątkach lat była głoszona w dużych miastach i w więzieniu; apostołowie przechodzą przez doświadczenie więzienia, głoszą tam Ewangelię i świadczą o Jezusie − wyliczał ordynariusz bielsko-żywiecki. W okolicznościowym słowie wspomniał jeszcze dwa więzienne epizody: historię Jaquesa Fescha, który w latach 50. ubiegłego wieku skazany na śmierć za napad z bronią w ręku, w więzieniu przeżył nawrócenie oraz żałujących swojej zbrodni morderców błogosławionych męczenników z Peru: Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego.
− W każdym istnieją pokłady dobra − powiedział aresztantom ksiądz biskup. − Zawsze jest światło nadziei. Łaska Boża w tajemniczy sposób działa i przychodzi. Trzeba być na nią otwartym − powiedział. Zachęcił także do oddania się Bogu w duchu zaufania, o którym przypomina znajdująca się w kaplicy niewielka kopia wizerunku Jezusa z Łagiewnik.
Podczas spotkania z dyrekcją i funkcjonariuszami aresztu bp Roman Pindel zapoznał się ze specyfiką zakładu. Przebywają tutaj osadzenia w trakcie trwania dochodzenia i procesu, a więc jeszcze przed wydaniem wyroku. Ze względów bezpieczeństwa i dla dobra prowadzonego postępowania wielu z nim nie może mieć z sobą kontaktu. To utrudnia również pracę duszpasterską. W niedzielę i święta spotkania modlitewne odbywają się w kilku, czasami nawet kilkunastu grupach więźniów, sukcesywnie doprowadzanych ze swoich cel do kaplicy, z zachowaniem wszelkich rygorów więziennych. Wielu osadzonych przebywa tutaj tylko przez pewien, krótki czas, więc niemożliwe staje się także - w odróżnieniu od więzienia, w którym przebywają osadzeni już po wydaniu wyroku - długofalowe i systematyczne oddziaływanie duszpasterskie. Kapelania w bielskim areszcie funkcjonuje od początków istnienia diecezji bielsko-żywieckiej. Pierwszym kapelanem aresztu był nieżyjący już ks. Antoni Kajzerek. Obecnie funkcję tę pełni ks. Tomasz Gorczyński. Kapelan jest do dyspozycji aresztantów dwa razy w tygodniu, w tym również w niedzielę. Odprawia Mszę św. w tutejszej kaplicy, udziela sakramentów świętych, prowadzi indywidualne rozmowy. Dzięki życzliwości ofiarodawców zaopatruje aresztowanych także w lekturę i prasę katolicką, w tym także w „Gościa Niedzielnego”, dewocjonalia, modlitewniki i różańce.
 
bielsko.gosc.pl

Częstograj

Polecamy muzykę

Polecane audycje

Katechezy w Bazylice